Jerzy Szuniewicz ma 18 lat, na co dzień uczy się w klasie matematyczno-fizycznej poznańskiego VIII LO, jednak więcej czasu spędza w Wiedniu, gdzie pracuje w zespole profesora Antona Zeilingera, światowego autorytetu w dziedzinie eksperymentalnej fizyki kwantowej oraz jednego z najpoważniejszych pretendentów do Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki.

Kluczowym momentem w rozwoju Twoich zainteresowań naukowych było pojawienie się „boskiego LN2”.

- Masz rację (śmiech). Moje zainteresowania skupiały się na początku wokół biologii i chemii, także można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od ciekłego azotu i pomocy profesora Naskręckiego. W każdym razie na pewno zaczęło to nabierać tempa. Później dzięki pomocy dr Agnieszki Eichner zacząłem uczęszczać na wykłady otwarte na UAMie, gdzie poznałem dra Krzysztofa Dobka, który zainteresował mnie fizyką kwantową i pracą naukową.

Oprócz wygranej w tegorocznym Konkursie Prac Młodych Naukowców Unii Europejskiej EUCYS, zająłeś wysokie miejsca w konkursach E(x)plory i Intel ISEF. Na czym polegała konkurencyjność projektów, które wyprzedziły Cię na Intelu?

- Wygrały projekty ze Słowacji i Stanów Zjednoczonych. Wysoko punktowana była na przykład pompa bazująca na zjawisku Leidenfrosta. Muszę przyznać, że włożono w nie wiele pracy. A ich konkurencyjność polegała na tym, że mogą być pomocne dla każdego. To znaczy, że są to takie rzeczy, które mogą być zastosowane w domach oraz systemy, które mogą pomóc wielu ludziom.

Do kogo skierowany był Twój projekt?

- Moja technologia jest raczej dla osób i instytucji, które za wszelką cenę chcą zachować integralność, czyli bezpieczeństwo. Mam na myśli między innymi bezpieczeństwo bankowe i militarne. Chodzi o to, by szybciej i w ultra bezpieczny sposób przesyłać informacje. Tak żeby mieć pewność, że jeśli ktoś nas podsłucha, to możemy go z łatwością wykryć i przerwać transmisję.

W jaki sposób?

- Otóż najpierw wysyłamy klucz bezpiecznym kanałem, którego optymalizacją również się zajmowałem; i właśnie przy użyciu pojedynczych fotonów. Każdy foton jest jednostkową informacją. Jeżeli ktoś nas podsłuchuje i przechwyci taki foton, to jest pięćdziesiąt procent szans, że zostanie dobrze odczytany oraz pięćdziesiąt, że źle. Potem, gdy porównujemy ze sobą informacje, które przesyłaliśmy, co odbywa się najczęściej symultanicznie, możemy wychwycić jakie jest prawdopodobieństwo, że coś poszło nie tak w trakcie transferu. Czyli na przykład, że ktoś nas podsłuchał, połączenie jest uszkodzone albo ktoś je przerwał. Jeżeli połączenie ma większą ilość strat, a zatem faktor straty informacji jest większy od pewnej wartości, którą ustaliliśmy dla sieci, przerywamy transmisję i czekamy, aż sieć zostanie naprawiona, bądź osoba podsłuchująca zostanie wykryta.

Dlatego zainteresowało się tym US Navy?

- Tak. Jest to jedyna metoda ultra bezpiecznej i szybkiej dystrybucji klucza. Jeżeli chcemy przesłać jakiś dokument wraz z kluczem, to oczywiście zawsze możemy posłać kogoś z walizką, w której znajduje się pendrive, ale na dłuższą metę byłoby to dosyć uciążliwe.

Myślisz, że Pentagon nie posiadał wcześniej tak zaawansowanych technologii?

- Posiadał. Wykorzystuje się ją w Stanach i Szwajcarii, ale jest dość wolna. Mój system i algorytm przyspieszają tę technologię, dlatego ich to zainteresowało.

Jak wyglądało spotkanie z przedstawicielem US Navy?

- Podczas Intel ISEF podszedł do mnie mężczyzna pracujący dla marynarki wojennej, zadał wiele bardzo szczegółowych pytań, zrobił zdjęcia projektu, stwierdził, że mu się podoba, następnie wziął dane kontaktowe, spytał czy jest opatentowany i sobie poszedł. Oczywiście projekt nie był opatentowany (śmiech).

Byłeś tym rozgoryczony?

- Ani trochę. Z tego co zauważyłem większość osób traci swój pierwszy projekt. Zazwyczaj traci je na rzecz uczelni, nie publikuje żadnej pracy z projektu albo czegoś nie opatentuje. Nie jestem zawiedziony, traktuję to jako opłatę, którą zawsze ponosi się na początku drogi naukowej.

Czy w związku z sukcesami na konkursach, dostawałeś propozycje studiów na zagranicznych uczelniach?

- Podczas Intela propozycje zawsze leżały na stanowiskach uczestników i były to różne uczelnie. Z tych najbardziej znanych można wymienić chociażby Caltech (przyp. red. California Institute of Technology) czy Uniwersytet w Berkley, ale podejrzewam, że znalazły się tam, ponieważ konkurs odbywał się właśnie w Kalifornii. Chciałbym w przyszłości kontynuować naukę na uczelniach amerykańskich, ale póki co zamierzam aplikować na Uniwersytet Warszawski, gdzie wkrótce powstanie grupa badawcza Radka Łapkiewicza, do której chciałbym dołączyć.

Doktor Łapkiewicz jest jednym z polskich naukowców pracujących w zespole Zeilingera w IQOQI (przyp. red. Institute for Quantum Optics and Quantum Information).

- Zgadza się. Moja praca w zespole Zeilingera jest właśnie efektem nieocenionej pomocy Radka, który tak samo jak ja teraz, korzystał z pomocy Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci i po latach postanowił mu się odwdzięczyć pomagając młodym naukowcom w realizacji ich marzeń.

Niezwykle budujące jest to, że również pomagasz.

- Bardzo lubię brać udział w festiwalach naukowych i opowiadać zainteresowanym o pracy w laboratorium fizycznym. Chciałbym być żywym przykładem, że praca naukowca nie jest nudna i warto ją rozważyć gdy ma się do niej predyspozycje. Zawsze staram się pomóc osobom, które chcą dostać się na uczelnie. I nie mam na myśli wyłącznie Wydziału Fizyki, ale również Wydziały Biologii czy Chemii. Ostatnio zostałem też ambasadorem projektu ADAMED SmartUP wspierającego młodych, utalentowanych naukowców.

Dlaczego w Twoim przypadku biologia i chemia z czasem ustąpiły miejsca fizyce?

- Fizyka wydała mi się bardziej interesująca i odpowiednia do tego, aby zgłębiać ją metodą naukową. Na przykład teraz pracuję nad projektem dotyczącym kwantowych metod obrazowania. Zaprezentuję go na nadchodzącym Intel ISEF, na który dostałem akredytację z tegorocznego EUCYSu.

Kwantowych metod obrazowania?

- Ostatnio w „Nature” ukazała się bardzo ciekawa praca na ten temat, autorstwa między innymi mojego szefa (przyp. red. Antona Zeilingera) oraz polskiego opiekuna dra Radosława Łapkiewicza, która zainspirowała mnie do pracy nad tym projektem. Chodzi o fizykę kwantową na jeszcze wyższym poziomie niż dotychczas, a konkretnie kwantowe korelacje, wykorzystujące pewne zjawiska związane ze splątaniem. W związku z pracą w Instytucie Optyki i Informacji Kwantowej, obowiązuje mnie tajemnica przed publikacją wyników, dlatego niestety nie mogę zdradzać jego szczegółów, ponieważ nie jest to dobrze widziane (śmiech).

Czym zajmujesz się w zespole profesora Zeilingera?

- Przede wszystkim mam dużo szczęścia, że pracuję z kimś kto zapoczątkował całą dziedzinę doświadczalnej fizyki kwantowej, a od paru lat wymieniany jest w czołówce kandydatów do Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki.

Myślisz, że Zeilinger powinien otrzymać Nobla?

- Myślę, że tak, bo jest absolutnym prekursorem. Niestety cały czas musi czekać w kolejce.

Einstein czekał na Nobla prawie dwie dekady i nie otrzymał go za swoje największe odkrycia, czyli za teorie grawitacji i względności, tylko za zjawisko fotoelektryczne.

- Dokładnie. Mam nadzieję, że kiedyś Nobel w dziedzinie fizyki zostanie podzielony na nagrodę dla praktyka i teoretyka, co pozwoli na nagradzanie za odkrycia, a nie osiągnięcia życia tak jak to było w ostatnich latach. Co do tego, czym się zajmuję, to najwięcej czasu spędzam pracując w swoim labie, nie jest to wcale tak oczywiste, ponieważ liczba pomieszczeń badawczych i sprzętu w Instytucie jest ograniczona. Także większość osób dzieli swoje laboratoria. Wynika to między innymi z wieku tego historycznego budynku. Wcześniej znajdował się tam Instytut Radowy, do dziś nad wejściem widnieje napis „Instytut Radowy w Wiedniu”. Pracowała tam również nasza podwójna noblistka.

Wspólnie z Henrim Becquerel’em i Piotrem Curie?

- Tak, ich nazwiska również znajdują się na tablicy pamiątkowej umieszczonej w budynku Instytutu.

Wracając do laboratorium. Zaskakujące jest to, że stworzyłeś je samodzielnie, całkowicie od podstaw.

- To kwestia determinacji. Kiedy pierwszy raz tam przyszedłem, zastałem tylko stół optyczny, kilka pudeł i klimatyzator. Wtedy narodził się pomysł, żeby stworzyć tam lab. Najpierw przez tydzień wszystko odkurzałem i starałem się zachęcić urządzenia z zaplecza do współpracy, chociażby wymieniając bezpieczniki (śmiech). Udało się, dlatego sukcesywnie zacząłem zbierać niepotrzebne części optyczne lub nieużywane lasery, dostałem również dostęp do piwnic, skąd wyciągnąłem wiele przydatnych części. I tak powstało coś z niczego.

Polscy naukowcy wyjeżdżają z kraju ponieważ mamy gorsze zaplecze naukowo-badawcze?

- Nie jest wcale tak źle, jak się to przedstawia. Młodzi naukowcy wyjeżdżają, ponieważ chcą rozwijać się w najlepszych ośrodkach naukowych prowadzonych przez najwybitniejszych naukowców z danej dziedziny. Zagraniczne uczelnie im to oferują, posiadając chociażby profesjonalny sprzęt. W Polsce nie możemy na to narzekać, ale wiele sprzętów składamy samodzielnie, co paradoksalnie daje nam pewną przewagę, ponieważ za granicą do najdrobniejszej usterki, czy wymiany wzywa się serwisantów, a my potrafimy to zrobić sami. Osobą, która tworzy u nas bardzo dużo własnego sprzętu, jest profesor Czesław Radzewicz z Uniwersytetu Warszawskiego, który zbudował laser femtosekundowy, a jego podopieczni między innymi ultraczułe kamery na pojedyncze fotony.

Słyszałeś o dość opresyjnie brzmiącym pomyśle premier Kopacz dotyczącym finansowania najzdolniejszym osobom studiów na najlepszych zagranicznych uczelniach?

- Słyszałem i myślę, że ten czas po studiach powinien być dany na zadomowienie się w miejscu, w którym się studiowało i zdobycie jeszcze większej wiedzy. Studia to nie wszystko, w tych wyjazdach chodzi o poznanie grup badawczych i zdobycie większego doświadczenia, które dopiero po jakimś czasie można przywieźć do Polski.

Jakie masz plany na najbliższy rok?

- W tym roku zdaję maturę i chcę dostać się na wymarzone studia. Jeśli zaś chodzi o naukę, to na razie przede wszystkim będę pracować nad najnowszym projektem, by jak najlepiej wypaść na Intel ISEF. Niemniej, będąc aspirującym naukowcem, trzeba pamiętać że podstawą nie jest wcale wygrywanie konkursów i osiąganie sukcesów, a odkrywanie i czerpanie satysfakcji z tego, że widzimy coś jako pierwsi.

Rozmawiał: Jacek Szczytko

Komentarze