Wszyscy lubimy okazywanie czułości. Uściski, namiętne pocałunki. Wyzwalają one endorfiny i inne tego typu psychiczne i fizyczne przyjemności. Miłość jest dobra! Uprawiajmy miłość w każdej formie i cieszmy się obecnością ukochanych osób… W zaciszu domowym. Nie w szkole, na ulicy, w pracy, kawiarni.

Zakochani są wspaniali! Czułe spojrzenia i splecione ze sobą ciała rozczulają… Tylko na filmach. „Make love not war”- jak najbardziej, ale po co ma się temu przyglądać cała Warszawa? To wspaniale, że „łączy was coś więcej”, kochacie się i chcecie wzbudzić zazdrość u innych ludzi. To wspaniałe dla Was, dla odbiorców- niekoniecznie.

Odbywając codzienne spacery wątpliwej przyjemności co i rusz napotykam na swej drodze męskie dłonie na damskich pośladkach (i odwrotnie), języki w gardłach i wijące się wokół ciała partnera kończyny, oplatające go w duszącym uścisku. Prowokacja, a może fetysz?

Wszelakie akty seksualne w miejscach publicznych budzą zniesmaczenie. Rozumiem, że żyjemy w czasach, gdzie wstyd i cnota tracą na wartości, ale myślę, że jednak warto raz na jakiś czas znaleźć w sobie człowieka i pomyśleć o innych ludziach oraz ich odczuciach (żołądkowych i psychicznych).

Teoretycznie zarazkami ze swoich ust wymieniać możecie się wszędzie. Praktycznie- nie wszędzie wypada to robić. Pozwólcie ubraniom i innym częściom garderoby pozostać na wlasciwych miejscach, swoje dłonie zamknijcie w dłoniach partnera, a język zmuście do fazy spoczynku, do momentu, gdy nadarzy się odpowiednia chwila do zmiany- chwila na osobności.

Gratulacje należą się zakochanym- bo szczęście ich spotkało- miłość w sercu mieszka. Pożyczyć rozsądku zdrowego im wypada- by zawsze pamiętali, że w swej miłości nie potrzebują oni widowni.

Komentarze