MKS Selgros Lublin w minioną sobotę przegrał w Pucharze Zdobywców Pucharów z duńskim FC Midtjylland 25:35. Rewanż dla Dunek wydaje się być czystą formalnością.
Duński zespół w swojej lidze plasuje się na drugiej pozycji i, podobnie jak Lublinianki, walczy o mistrzostwo kraju. O klasie rywalek najlepiej świadczy to, że w sezonie 2013/2014 awansowały do Final Four Ligi Mistrzyń i zajęły w nim czwartą pozycję. Od poprzedniej rundy PZP i od porażki przy własnej publiczności MKS rozpoczął serię czterech porażek, w tym aż dwie w meczach ligowych z Pogonią Szczecin i Vistalem Gdynia. Dlatego forma szczypiornistek z Lublina była podstawowym pytaniem wśród kibiców. Mistrzynie Polski na pewno nie rozpoczynały tego spotkania jako faworytki.
Przekleństwo Jorgensen
Mecz dla gospodyń rozpoczął się dobrze od prowadzenia 2:1. W tym meczu były to jedyne miłe chwile dla kibiców MKSu. Mistrzynie grały dobrze, ale dla lubelskich kibiców niestety tylko momentami. Lubelska drużyna nie radziła sobie w obronie, niestety było za mało walki i agresji. Duński zespół bardzo szybko rozpoczynał swoje akcje i nie miał problemu z podziurawieniem obrony gospodyń. Bramkarki mistrzyniom Polski także nie pomagały - przez ponad kwadrans gry nie odbiły ani jednej piłki. W 16 minucie było już 8:14 dla przyjezdnych i Sabina Włodek zdecydowała się wziąć czas. Jednak niewiele to pomogło, ponieważ polska drużyna nie potrafiła znaleźć sposobu na rywalki i ich urozmaicone rozgrywki. Lublinianki przede wszystkim nie radziły sobie z wysoką Line Jorgensen, która prawie co każdy rzut straszyła bramkarki rzutem z lewej ręki. Nie ustępowała jej inna szczypiornistka o takim samym nazwisku - Stine. W pierwszych 30 minutach obie rozgrywające rzuciły razem 13 bramek. Gospodynie przegrywały do przerwy pięcioma bramkami.
Jeden zryw to za mało
Druga połowa nie rozpoczęła się optymistycznie dla mistrzyń kraju, ponieważ straciły kolejne trzy bramki. Gospodynie nie potrafiły wykorzystać także gry w przewadze. W 46 minucie przyjezdne miały już dziesięć bramek przewagi. Zawodniczki z Lublina wyglądały już tak, jakby przestały wierzyć, że można zmniejszyć przewagę Dunek. Jednak odnalazły w sobie sportową ambicję i nadrobiły aż cztery bramki. Największy udział przy tych golach miały takie zawodniczki jak: Joanna Drabik , Kamila Skrzyniarz i na bramce Ola Baranowska. Jednak to było chwilowe przebudzenie zawodniczek znad Bystrzycy. Przez ostatnie 10 minut spotkania gospodynie nie potrafiły znaleźć drogi do bramki Dunek i ostatecznie przegrały 25:35. Awans lubelskiej drużyny do półfinału jest już prawie niemożliwy, ale póki piłka w grze wszystko się może zdarzyć. Pokazały to rodaczki FC Midtjylland Randers HK, które w pewnym momencie rewanżu 1/16 PZP w Lublinie nadrobiły 9 bramek straty z meczu u siebie, ale ostatecznie przegrały ośmioma bramkami.
