W sobotnim meczu 30. kolejki II ligi Raków Częstochowa zremisował z Limanovią Limanowa.

Będący na 5. pozycji w tabeli częstochowianie podejmowali przy ul. Limanowskiego 83 gości z Limanowej, którzy zajmowali ostatnie miejsce w tabeli. O ile Raków miał duże szansę na awans do I ligi, tak Limanovia była prawie pewna spadku do niższej klasy rozgrywkowej.

Pierwsza jedenastka Rakowa na ten mecz wyszła w składzie: Kos - Reiman, Da Silva, Hoferica, Radler, Pawlusiński, Marchewka, Okińczyc, Buczkowski, Waszkiewicz, Pląskowski
Z kolei gracze drużyny przeciwnej występujący w początkowym jej składzie to: Sotnicki - Basta, Bierzała, Mysiak, Derbich, Pribula, Poliacek, Skiba, Atanasov, Ł. Wolsztyński, Grunt

Raków dobrze rozpoczął mecz, dominując w pierwszym kwadransie gry. Na nic jednak się to zdało, bo w 15. minucie spotkania prowadzenie objęli goście z Limanowej. Martin Pribula umieścił piłkę w lewym dolnym rogu siatki.

Strzelony gol nieco uśpił sobotnie widowisko. Po dziesięciu bezbarwnych minutach Raków zaczął mocniej zagrażać gościom, na co oni odpowiadali tym samym. W 37. minucie piłka ponownie wpadła do bramki Rakowa, ale sędzia słusznie odgwizdał spalonego, przez co gol nie został uznany. Ostatnie minuty pierwszej połowy upłynęły pod znakiem bezskutecznych ataków Rakowa. Do regulaminowego czasu gry sędzia doliczył jedną minutę i to goście mogli schodzić na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem.

Tuż po gwizdku sędziego rozpoczynającym drugą połowę, kolejną żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał zawodnik Limanovii, Maciej Mysiak. Gracze Rakowa „poczuli krew” i przez kolejny kwadrans atakowali bramkę gości. W 61. minucie bardzo groźne uderzenie piłkarza gospodarzy wybronił Sotnicki. Ale w myśl powiedzenia: „co się odwlecze, to nie uciecze” już dwie minuty później tłumnie zgromadzeni kibice Rakowa mogli się cieszyć z gola autorstwa Artura Pląskowskiego, który dawał w tym meczu wyrównanie.

Minutę później mogło być 2:1 dla przyjezdnych, ale sędzia ponownie odgwizdał spalonego. Kolejne minuty to ataki zarówno gospodarzy jak i gości. W 73. minucie na noszach zniesiony został Dariusz Pawlusiński za którego wszedł Łukasz Kmieć. Gdy wydawało się, że Raków łapie wiatr w żagle, w 78. minucie bramkę dla Limanovii strzelił Elsaid. Kolejne minuty to „teatr leżenia” w wykonaniu gości, który powtarzał się aż do końca spotkania. O ile kontuzja Tarasenko była faktycznie poważna (został zmieniony przez Piwowarczyka), to kolejne „urazy” były niczym innym niż grą na czas.

W 88. minucie do ponownego wyrównania strzałem z dystansu doprowadził Wojciech Reiman. Sędzia doliczył aż sześć minut do drugiej połowy meczu. Raków przez ten czas szturmował bramkę Limanovii, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Kilka minut przed godziną 19 sędzia zagwizdał po raz ostatni w tym meczu.

Sobotni remis wciąż daje częstochowianom szansę na awans. Po 30 spotkaniach zajmują piątą pozycję ze stratą dwóch punktów do lidera. Z kolei Limanovia traci do bezpiecznego miejsca 11 punktów i mają już tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Kolejny mecz Raków rozegra już w środę, 20 maja. Czerwono-niebiescy zagrają ze Zniczem Pruszków przy Limanowskiego 83.

Komentarze