Ostatnio na portalach społecznościowych modne się zrobiło dołączanie do wydarzenia, w którym można wyrazić swoją dezaprobatę wobec kształtu ustawy krajobrazowej i „wstawić jej zęby” poprzez wysłanie wiadomości do Senatora z naszego okręgu wyborczego. Sama Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, stwierdziła, że jest niezadowolona z obecnego kształtu ustawy.
Walka z wszechobecnymi reklamami to zmora w Polsce, zwłaszcza w większych miastach. Jednymi z bardziej krytykowanych form reklamy są plakaty na budynkach większe niż sklepik osiedlowy czy plakaty, które zasłaniają w bloku okna należące do mieszkańców. Nie ulega wątpliwości, że nie jest to stan pożądany. Obecnie ustawę krajobrazową może uratować Senat poprzez dodanie przepisów, które zapewnią jej faktyczną egzekwowanie. Wczoraj komisja senacka rozpoczęła procedowanie nad nią.
W międzyczasie mieszkańcy Warszawy sami walczyli z reklamami. Mimo wszechobecnych reklam, najbardziej zirytował ich gigantyczny dmuchany zajączek na dachu dworca Warszawa Śródmieście, reklamujący czekoladę firmy Lindt. Marketingowcy po paru dniach protestów internautów zrezygnowali z tej formy reklamy, przepraszając wszystkich. A Warszawiacy ucieszyli się ze zwycięstwa, mimo że została jeszcze większa tona reklam do zdjęcia w całym mieście. Nie wspominając o ulotkach, które ciągle wypełniają nasze skrzynki pocztowe, a o których pisałam już tutaj.
Co ciekawe, przy okazji tego, że wszystkie większe gazety piszą o tej aferze, dowiedzieć się można, że firmy reklamujące się na gigantycznych billboardach trudno ścigać, bo reklamy są zarejestrowane na firmy, których szefów ciężko złapać, a siedziby są trudne do odnalezienia. Tak by wynikało ze szczątkowych przekazów w tej materii. Dlatego kary mają dotyczyć głównie posiadaczy nieruchomości, którzy godzą się na takie reklamy. Brak informacji, co w przypadku, gdy na przykład zgodę na plakat zasłaniający połowę okien wyraziła spółdzielnia.
Teoretycznie można by ścigać reklamodawców po tym, co reklamują. Jednak wiadomo, to mogłoby stać się narzędziem dla konkurencji — wywiesić reklamę innej firmy i z radością patrzeć, jak płacą odszkodowanie. Nie ma tu rozwiązania idealnego, trzeba wybrać najmniejsze zło. A przede wszystkim, pozbyć się szpecących reklam z krajobrazu Warszawy. I nauczyć firmy subtelnej sztuki, jaką jest reklamowanie swoich produktów. Bo po dotychczasowym ich zachowaniu wątpliwości nie ulega fakt, że wiedzy o tym nie posiadają. Krzykliwe billboardy, dramatyczne reklamy w telewizji, o których zapomina się po pięciu minutach czy produkowane od pięciu lat ulotki w dokładnie tym samym kształcie to nie jest coś, co pozytywnie świadczy o tym aspekcie funkcjonowania polskich kampanii.
Firmy kochają się reklamować w większym formacie. A oficjalnych statystyk przeliczających metry kwadratowe na billboardzie czy plakacie na realne zyski z reklam próżno szukać. Zaryzykować można stwierdzenie, że prace nad tą ustawą to apel głównie do firm.
