Od dwóch przegranych spotkań sezon w T-Mobile Ekstraklasie zaczęli piłkarze Lechii Gdańsk. Po porażce na PGE Arenie z Cracovią Kraków podopieczni Jerzego Brzęczka ulegli w Poznaniu Lechowi. Bramkę na 1:2, a zarazem punkt stracili dopiero w samej końcówce meczu.

Oba zespoły w pierwszej kolejce przegrały przed własną publicznością. Lechia uległa 0:1 Cracovii, a Lech okazał się słabszy od szczecińskiej Pogoni (1:2). Dlatego też zarówno jedni, jak i drudzy liczyli w sobotni wieczór na przełamanie i pierwsze punkty. Aktualni mistrzowie Polski jeszcze nigdy nie przegrali dwóch pierwszych meczów sezonu. Z kolei Lechia chciała uniknąć najgorszego początku od rozgrywek 2011/2012, kiedy to po dwóch kolejkach nie miała na swoim koncie punktów. Bilans meczów tych drużyn w Poznaniu jednak jako zdecydowanego faworyta stawiał gospodarzy.

Biało-zielonym nigdy w Poznaniu nie wiodło się najlepiej. W historii gdańszczanie tylko trzykrotnie wywozili zwycięstwo ze stolicy Wielkopolski. Lechia od momentu powrotu do Ekstraklasy w 2008 roku nie zdobyła przy Bułgarskiej choćby punktu. Ostatni remis padł 19 lat temu. W minioną sobotę do podziału punktów zabrakło niewiele, bo Kolejorz dopiero w doliczonym czasie gry zapewnił sobie zwycięstwo.

Od pierwszej minuty Lech miał kontrolę nad wydarzeniami przy Bułgarskiej. Podopieczni Macieja Skorży dłużej utrzymywali się przy piłce, cierpliwie rozgrywając ataki pozycyjne. Pierwszy raz bramka strzeżona przez Marko Maricia została zagrożona już w 7. minucie. Wówczas po podaniu Szymona Pawłowskiego w dogodnej sytuacji znalazł się Marcin Robak. Bramkarz Lechii nie dał się jednak zaskoczyć. W 19. minucie Marić nie miał już nic do powiedzenia, bo bardzo dobrze zza pola karnego przymierzył Kasper Hamalainen i wyprowadził mistrza Polski na prowadzenie.

Lechia po stracie bramki zaczęła grać trochę agresywniej, ale wszelkie próby ataku kończyły się najczęściej niedokładnymi podaniami. Z dystansu próbowali strzelać Piotr Wiśniewski i Adam Buksa. W zasadzie jednak biało-zieloni w pierwszej połowie stworzyli tylko jedną dogodną okazję. W 43. minucie po dośrodkowaniu Wiśniewskiego z główki nad bramką uderzył Mario Maloca. W pierwszej połowie jednak to Lech grał lepiej i zasłużenie prowadził.

Po przerwie niezmiennie ton nadawali gospodarze, ale z minuty na minuty rozkręcali się gdańszczanie. Lechia zaczęła przejmować inicjatywę i konsekwentnie dążyła do wyrównania. W 52. minucie groźny strzał zza pola karnego oddał Ariel Borysiuk. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki Lecha. Chwilę później były gracz Kolejorza Grzegorz Wojtkowiak przedarł się prawą stronę i dograł w pole karne, ale nieczysto w futbolówkę trafił Maciej Makuszewski. Biało-zieloni wyrównali w 75. minucie. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Bruno Nazario na gola zamienił Rafał Janicki.

W drugiej połowie Lech sprawiał wrażenie zespołu zmęczonego i nie mającego pomysłu na coraz lepiej grających rywali. Podopieczni Macieja Skorży mieli w nogach rozegrany w tygodniu mecz eliminacji Ligi Mistrzów z FK Sarajewo. Mimo tego po wyrównującym golu Kolejorz ruszył do ataku. Mistrz Polski gola na 2:1 zdobył w 91. minucie. Wówczas gospodarze przeprowadzili składną akcję, wymieniając efektownie piłkę na jeden kontakt. Wszystko wykończył Marcin Robak, któremu idealnie podał Denis Thomalla.

Lech wygrał z Lechią u siebie już dziesiąte kolejne ligowe spotkanie. W środę podopiecznych Macieja Skorży czeka pierwszy mecz trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów z FC Basel. Tego samego dnia gdańszczanie rozegrają u siebie towarzyskie spotkanie z Juventusem Turyn. Natomiast już w przyszły piątek Lechia rozegra kolejny ligowy mecz, w którym na PGE Arenie zmierzy się z Pogonią Szczecin.

Komentarze