„Powiesz mi w końcu czym jest ten spalony? - to jedno z najczęściej zadawanych przez kobietę pytań. Kobietę zazwyczaj niezainteresowaną piłką nożną. Ten artykuł poświęcony jednak będzie innej sprawie. Jak wygląda świat piłkarki? Czy mężczyźni akceptują w tej roli płeć piękną?
„Piłka nożna jest dla mnie czymś więcej, niż sportem. To pewnego rodzaju styl życia, podporządkowałam treningom tygodniowy plan zajęć, sposób odżywiania” - tak brzmiały słowa jednej z piłkarki klubu szczecińskiego Pogoń Women. Miałam przez długi czas przyjemność być częścią tego zespołu. Chwile spędzone w towarzystwie osób zakochanych w piłce nożnej równie mocno jak ja, były bezcenne.
Każda z nas kibicowała innemu klubowi, każda z nas wykonywała swój „rytuał” przed wejściem na boisko, ale łączyła nas pasja. Ona wielokrotnie dawała siłę do walki, była głosem w głowie krzyczącym „podnieś się, jeszcze dwa okrążenia…chcesz jechać na ten mecz? rusz dupę!” Wyjazdy na turnieje nierozerwalnie związane były z wielotygodniowymi przygotowaniami - nie tylko na boisku. Ważne było również zdrowie psychiczne, bo bez niego nie da się grać. Wyobraź sobie, że wychodząc na murawę nagle przypominasz sobie o kłótni z bliską osobą, która nie została wyjaśniona. Całe spotkanie myślisz tylko o tej jednej rzeczy, wyczekujesz przerwy lub zmiany. Bez sensu, prawda? Dlatego duży nacisk w klubie kładłyśmy na rozmowę. Tematy nie musiały być skomplikowane, celem było wyrzucenie z siebie emocji, które mogłyby przeszkodzić w dobrej grze. Z tego powodu liczy się atmosfera w szatni - przed meczem, na treningach.
Szacunek i zaufanie są fundamentami drużyny. Naszym zadaniem jest być jednym organizmem. Serce nie zadziała bez mózgu. Tym drugim organem drużyny jest kapitan, odpowiedzialny za porządek i zachowanie zawodniczek podczas sytuacji stresowej, takiej jak na przykład kłótnia z sędzią. Kto zatem funkcjonuje jako serce? Trener. To nasz rodzic na boisku. Roztacza nad drużyną parasol opieki, przekazuje swoją wiedzę najlepiej jak potrafi, wspiera i dopinguje. Jest pewnego rodzaju przepisem na sukces.
Kiedy przyszłam na pierwszy trening najbardziej zaskoczyła mnie reakcja jednej z dziewczyn prowadzących go. Wyciągnęła do mnie rękę, by ją uścisnąć. Spodziewałam się chłodniejszego przywitania, dystansu. Mimo szoku przebrałam się szybko, by dołączyć do ćwiczących już dziewczyn. Wracając do domu długo zastanawiałam się nad gestem trenerki - był pełen szacunku, sympatii i radości. Od tamtego momentu już zawsze witała mnie uściskiem dłoni, by przekazać wsparcie, uśmiech i energię do ciężkiej pracy.
Każdy dzień wiązał się z ciężką pracą lub jej namiastką. Brak gry wywoływał u mnie uczucie pustki. W takich chwilach moim drugim domem stawał się orlik. Przywykłam do gry w męskim towarzystwie, dlatego nigdy nie stanowiło dla mnie problemu bycie jedyną kobietą w ich gronie. Mimo tego okazywali mi szacunek, byliśmy przyjaciółmi. Właśnie wtedy pokochałam tamto miejsce, wracałam do niego każdego dnia, by ćwiczyć.
Niektórzy mężczyźni uważają „kobietę piłkarkę” za wybryk natury. Wielokrotnie słyszałam „jesteś zbyt delikatna”, „żadna dziewczyna nie będzie dobrze grała, nie macie tego czegoś”, ale podczas trwania jednego ze spotkań rozgrywanych w barwach Pogoni Szczecin, jeden z kibiców płci męskiej zapytał mnie „doczekam się tradycyjnej wymiany koszulek?”. Od tamtej pory nigdy nie zapomniałam, że mimo wszystko mamy fanów.
Ale wiesz co? Nie ruszają mnie żadne obelgi, w końcu robiłam to, co kocham 
