Z własnej obserwacji zauważyłam, że noc spędzona w pracy wcale nie jest taka straszna. Pracuję w jednym z lubelskich hoteli, w związku z tym, że nie studiuję zaocznie, najczęściej chodzę do pracy na noc. Po tym jak wykonam wszystkie czynności, które przydzielone są zmianie nocnej na recepcji, mam chwilkę czasu dla siebie. Czas upływa mi miło, jest cicho i spokojnie, nie muszę się nigdzie śpieszyć. Mam czas na wykonanie wszystkiego, o co mnie poproszono. Gdy już mam ten momencik dla siebie, nigdy nie śpię. Czuję, że gdybym to zrobiła na pewno stałoby się coś bardzo złego, a ja nie byłabym czujna. Więc czuwam i najczęściej w tym momencie czytam książkę.

Wiadomo, w pracy jestem tylko ja, sama w całym budynku. Goście śpią, kucharze, kelnerzy i pokojówki poszli do swoich domów. Jestem tylko ja… istnieje ryzyko, że stanie się coś złego, przybędzie jakiś nieproszony gość. Robiąc obchód i wchodząc do nieoświetlonych pomieszczeń czasami czuję się jak w horrorze, boję się, że zamiast uzbrojonego bandyty pojawi się… ktoś lub coś.

A co ciekawe, raz miałam taką sytuację: Była 3 w nocy i nagle otworzyły się główne drzwi hotelowe. Jednak nikt nie wszedł. Byłam zdziwiona i pomyślałam, ehh, pewnie błąd systemu i drzwi otworzyły się same. Jednakże za moment znów się otworzyły! Wtedy nabrałam podejrzeń, chwyciłam swój gaz pieprzowy oraz pilot wzywający policję i wydobyłam się z mojej recepcyjnej „kryjówki”.

Idę, czuję, jak serce szybciej mi bije. Nagle zauważam nieproszonego gościa! Ale nie… nie był to człowiek. Nieproszonym gościem, samoistnie otwierającym drzwi była maluteńka żabka! W życiu się tak nie ucieszyłam jak wtedy. Naprawdę się bałam, a tu takie maleństwo, o wiele bardziej przestraszone niż ja. Złapałam ją do szklanki a rano, wspólnie z innym pracownikiem, wypuściliśmy ją na wolność.

Praca w nocy ma swoje plusy i minusy, jednak za każdym razem jest inna. Czasami w środku nocy przyjedzie gość hotelowy. Czasami ktoś wcześniej wyjeżdża, a niekiedy cała noc upływa spokojnie, wręcz nudno.

 

Komentarze