Gdy wsiadałam do przedziału pociągu, który miał mnie zawieźć do Warszawy, razem ze mną jechał mój pies. W tym samym wagonie były jeszcze dwa inne psy. To nie była idealna podróż, ale dobrze świadczy o popularności tego środka transportu wśród właścicieli zwierząt. Jednak wciąż jest jeszcze wielu ludzi, którzy nie mają pojęcia, że mogą zabrać swojego milusińskiego na wakacje lub do rodziny inaczej niż w prywatnym samochodzie.

A jest to w sumie nietrudne. Co prawda, najprościej jest, gdy nasz pupil jest mały — łatwiej wtedy mieć nad nim kontrolę i w razie czego możemy po prostu go wziąć na ręce. Z dużymi psami nie jest już tak idealnie, ale to nie oznacza, że podróż z nimi jest niemożliwa. Jako osoba, która posiada psa w wielkim mieście, ale nie ma prawa jazdy, dosyć często korzystam z publicznych środków komunikacji miejskiej.

Warszawski ZTM nie ma zbyt wielkich wymagań wobec psów. Powinny one podróżować z kagańcem, a właściciel na żądanie powinien móc okazać aktualne świadectwo szczepienia przeciw wściekliźnie. Kaganiec to kwestia jednej wycieczki do sklepu (uważajmy na to, aby był idealnie dopasowany do profilu psa, tu nie opłaca się oszczędzać), a zaświadczenie można znaleźć w książeczce zdrowia psa lub wziąć druk od weterynarza.

W praktyce też pasażerowie raczej nie protestują, jeśli potrafimy utrzymać pupila na wodzy. W pociągach jest w sumie podobnie. Intercity oferuje dwie możliwości przewożenia psa lub kota — w czymkolwiek zamkniętym (np. transporterze) lub z kagańcem i świadectwem szczepienia. Dodatkowo wymagany jest bilet dla zwierzęcia, który kosztuje 15,20 zł. Regulamin jest jednak dosyć surowy pod tym względem, bowiem jeśli któryś z pasażerów zgłosi zastrzeżenie do konduktora odnośnie zachowania psa, ten ma prawo nawet do wyproszenia go z pociągu. Jednak w ciągu moich licznych podróży do tej pory nic takiego się nie wydarzyło.

Mimo że mój pies lubi chodzić po przedziale i wąchać nogi ludzi, szczekać lub warczeć, gdy widzi innego psa, zachowania negatywne — na szczęście — są incydentalne i nigdy nikt z pasażerów nie miał problemu. Co więcej, jeszcze nigdy nie poproszono mnie o zaświadczenie o aktualnym szczepieniu psa, mimo że gdy przeczesywałam przed pierwszą podróżą z psem internet, czytałam o tym, że konduktorzy dosyć często tego wymagają. Teoretycznie także pies nie powinien siedzieć na miejscu przeznaczonym dla ludzi, ale to też nie jest skrupulatnie egzekwowany przepis, zwłaszcza, gdy jest mało osób w przedziale. Częstą praktyką wśród właścicieli psów jest w ogóle zakładanie kagańca na kark, ale nie na pysk, „tak w razie czego”. Ponieważ podróż to często długa i męcząca dla psa sprawa, takie postępowanie jest zrozumiałe. Jednak w przypadku, gdy pies zaczyna reagować agresywnie, kaganiec natychmiast pojawia się na jego pysku.

Problemem jest jednak brak możliwości zakupu biletu dla zwierzęcia przez internet. Zazwyczaj, zwłaszcza gdy mam do czynienia z okresem, kiedy pociągi są pełne (święta różnego rodzaju…), kupuję bilet dla siebie przez internet, aby upewnić się, że będę miała miejsce, po czym na dworcu w kasie dokupuję bilet dla psa, tuż przed odjazdem pociągu.

Ciekawostką jest to, że jeśli chcemy podróżować wagonem sypialnym z psem, musimy wykupić wszystkie miejsca w danym przedziale. Brzmi sensownie i… drogo.

Przewozy Regionalne mają podobne zasady, z tym, że u nich bilet dla psa kosztuje 4,50 zł, zaś w Kolejach Mazowieckich pies może podróżować za darmo, czy to na smyczy, czy w transporterze, pod warunkiem, że nie zakłóca spokoju pasażerów, ma zaświadczenie o szczepieniu przeciw wściekliźnie, kaganiec i nie zajmuje miejsca do siedzenia, czyli podobnie jak u dwóch poprzednich przewoźników, tylko taniej.

Jeśli chodzi o taksówki, przed planowanym wyjściem zawsze warto zadzwonić do paru korporacji taksówkarskich z pytaniem o to, czy możemy wziąć psa ze sobą. Nie wszyscy kierowcy wyrażają na to zgodę, dlatego lepiej być zabezpieczonym wcześniej. Prędzej czy później trafimy na kogoś, komu pies nie będzie przeszkadzał. Wtedy najlepiej już zarezerwować taksówkę.

Podsumowując, podróżowanie z psem jest łatwe, ale jeśli robimy to po raz pierwszy, warto przetestować naszego pupila w akcji — wybrać się na krótkodystansową trasę autobusem czy pociągiem, zobaczyć jak reaguje na różne rzeczy, zastanowić się, jak temu przeciwdziałać. Warto też przemyśleć dojazd na dworzec czy przystanek. Jeśli przyjedziemy za wcześnie, nasz pies będzie się nudził na betonowej posadzce. Jeśli jedyne schody na dworcu są ruchome, przewóz psa na peron może być problematyczny, aczkolwiek na szczęście na Warszawie Centralnej są jeszcze windy, którymi można dojechać na peron. Tak czy inaczej, dokładnie zaplanowanie pierwszej podróży z psem pozwoli na przewidzenie wielu problemów i większą radość z niej.

No i niestety, nasz pies raczej nie będzie jedynym, który będzie podróżował pociągiem, więc warto wytrenować nasz refleks i przygotować się na szybkie reagowanie.

Komentarze